Zawsze myślałam, że te ciągłe zmiany w moim życiu to jest wariactwo. Brak stabilności, No właśnie brak stabilności. Co to oznacza- czy tak uczciwie możemy powiedzieć, że życie jest stabilne? Jest takie jedno powiedzenie Jana Sztaudyngera "stabilność motylka to szpilka" Prawdziwe? Oj tak. Jacek Walkiewicz w swoje książce "Pełna moc odwagi" mówi, że największą stabilizację miał wtedy, kiedy dysk mu wypadł, ponieważ był ustabilizowany na cały miesiąc. To dało mu tyle do myślenia, że stwierdził, że nigdy więcej nie chce już mieć stabilizacji. Co rozumieć pod tą stabilnością?
Powiedzmy sobie tak- wytyczyliśmy sobie ścieżkę, którą idziemy, wszystko ok, wszystko "niby" gra. Jest nawet jak to mówią "chujowo, ale stabilnie". Natomiast jeśli spojrzymy dookoła to zauważymy, że nawet jeśli my będziemy trzymać się pionu, to dokoła wszystko będzie płynąć. Bo tak jest. Wtedy pojawia się często uczucie pustki. Nasz wewnętrzny głos mówi "zrób coś" ale oko, które spojrzy wysyła sygnał do mózgu-nie jednak nie rób nic bo przecież jest ok, tak jak jest. W tej właśnie chwili jest dobrze.
Nie chodzę cały czas szczęśliwa-pewnie chciałabym bym być, dlatego z postrzegania zmian uczyniłam coś, co pomoże mi w drodze do tego stanu. Pewnie, że może to trwać latami, ale ta cała droga jest interesująca najbardziej, bardziej niż meta. Dodam jeszcze to, że może to banał, ale tak prawdziwy jak to tylko jest możliwe. Jak mamy się przekonać o tym co jest naszą pasją, jeśli nie połkniemy po drodze kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt żab. To tak jak z wyborem partnera życiowego, czy ulubionej potrawy-musisz posmakować by stwierdzić co jest najlepsze. W praktyce oznacza to tylko jedno. Bycie ciekawym tego co się dzieje na świecie, następnie przełamanie się, przekonanie do czegoś, nawet wbrew początkowo swojej woli, czy woli innych. Opuszczenie kanapy bez towarzystwa (zrobię to, ale z kimś). Otwarcie się, na mówienie okazjom tak i nieustanne szukanie. Opowiem pewną historię. Doskonale pokazuje to, że jak czegoś tak bardzo, bardzo się pragnie, tak na maksa to, fakt, że nie ma się odwagi, jakoby przestaje mieć znaczenie. Przyrównałabym to do wykonywania czegoś przed niewidoczną dla ciebie osłoną. Wszyscy inni to widzą, ale a ty masz komfort bycia niewidocznym. Odwaga w takim przypadku przychodzi sama, uwierzcie.
Opowieść jest o występie w bardzo bardzo wówczas popularnym programie rozrywkowym "Szansa na sukces". Ten program oglądałam namiętnie przez wiele lat. Jejku jak ja go lubiłam. Lubiłam tak bardzo, że zapragnęłam czegoś co było wbrew logice. Zapragnęłam dostać się do programu i zaśpiewać. Czemu wbrew logice? Ja już wtedy wiedziałam, że nie mam takiego głosu by zaistnieć, nie jestem też tzw "kosmitką", nie potrafię błaznować albo wyróżniać się czymś innym. Nagrania i castingi odbywały się w Warszawie a ja mieszkałam w małym mieście, z którego do Warszawy nie było łatwo się dostać. Nie zarabiałam jeszcze a moja rodzina nie była dobrze sytuowana. Miałam już jednak rozeznanie, kto ma w programie szanse a kto nie. Zdobyłam praktyczne informacje np. ile ludzi zjawia się na castingach? I wiecie co? Dowiedziałam się, że są to liczby od 800-1100 a wybierają zawsze tylko kilka osób. I jak myślicie? Zniechęciło mnie to? Załamałam się? Nie. Te pragnienie było bardzo silne a więc jak jest pragnienie to i pojawiają się ścieżki. Pierwsza ścieżka to- informacja w tv o castingu w Sopocie na plaży- blisko mnie i dość łatwym dojazdem a do tego niedrogo. Pojechałam i zaśpiewałam, nawet więcej pomyliłam słowa piosenki. Nie dostałam się. Minęło 2-3 lata i znowu casting i też Sopot i znowu porażka. Potem znowu przerwa i tym razem decyduje, że zaśpiewam w duecie z moją mamą. Powiem więcej- zmusiłam mamę podstępem. Pojechałyśmy. Na castingu było około 1000 osób. Wepchałam się przed wielgaśną kolejkę aby móc wogóle wejść do budynku. Potem przepchałam się przez tłum w środku i tak znalazłyśmy się przed komisją. I wiecie jaki efekt? No taki, że w pewne popołudnie usłyszałam najpiękniejsze słowa w słuchawce telefonu. Do dziś na wspomnienie drżą mi ręce. "Z tej strony "Szansa na sukces" zapraszamy panie do programu. WOW - i co ? jak widać wszystko jest możliwe. Nagranie odbyło się, programu nie wygrałam, ale marzenie spełniłam. I tego samego życzę wam. Pragnienia! Odwagi! Determinacji!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz