środa, 15 lutego 2017

Z cyklu Wrocław subiektywnie



Czy chcie­li­by­ście dowiedzieć się m.in. gdzie we Wro­cła­wiu była kie­dyś ulica na, któ­rej znajdowały się same domy pogrze­bowe i nic wię­cej? Gdzie znajduje się ulica, na któ­rej w XIX wieku wypa­dało mieć swój inte­res, knajpę, sklep itp., bar­dziej niż na rynku? Zwie­dzić arty­styczne podwórko, gdzie swoją sie­dzibę ma galeria sta­rych neo­nów. Poro­bić zdję­cia kra­sna­lom w nie­ty­po­wych miej­scach scho­wa­nych gdzieś oczom ludz­kim oraz wstą­pić do księ­garni z książ­kami i albu­mami o Wrocławiu, a także do galerii z pla­ka­tami pol­skiej szkoły pla­katu? Do tego zoba­czyć dawny szpi­tal żydow­ski, gdzie wmu­ro­wane w ścianę kamie­nicy są auten­tyczne kule armat­nie. Zoba­czyć na fasa­dach domu posągi, któ­rym jakiś dow­cipny odno­wi­ciel, kiedy odbu­do­wy­wano Wro­cław ze znisz­czeń – doro­bił głowy oraz gdzie na kamie­nicy umie­ścił swoje popier­sie jej archi­tekt? To będzie pierw­szy post z cyklu, który inicjuje tu na blogu. Będzie to cykl bar­dzo subiek­tywny przed­sta­wia­jący Wro­cław moimi oczyma. Na począ­tek spa­cer po „Dziel­nicy Czterech Wyznań”. Zaciekawieni? To zaczynamy.Dziel­nica Czterech Wyznań znajduje się w cen­trum Wro­cła­wia nie­opo­dal rynku. Zamyka się w obrębie kilku ulic. Ten zamknięty obszar two­rzą Kazi­mie­rza Wielkiego, Św. Miko­łaja, Pawła Włod­ko­wica i Św. Anto­niego. Nie jest, to dziel­nica w poję­ciu urba­ni­stycz­nym jed­nak pewien cha­rak­te­ry­styczny ele­ment tego miej­sca spra­wił, że w 1995 roku obszar ten ofi­cjal­nie nazwano Dziel­nicą Czte­rech Świą­tyń, Czte­rech Wyznań, czy też Dziel­nicą Wza­jem­nego sza­cunku. To, co wyróż­nia to miejsce spo­śród innych to współistnienie obok sie­bie czte­rech róż­nych zabyt­ków archi­tek­tury sakral­nej. W odle­gło­ści nie większej niż 300 metrów od sie­bie znajdują się: Syna­goga pod Bia­łym Bocia­nem, ewangelicko-augsburski kościół Opatrz­no­ści Bożej, rzymsko-katolicki kościół św. Anto­niego z Padwy oraz pra­wo­sławny sobór Naro­dze­nia Prze­naj­święt­szej Bogu­ro­dzicy. Sym­bo­liczną bramę wej­ścia do dziel­nicy sta­nowi rzeźba „Krysz­ta­łowa Pla­neta”, któ­rej autorką jest wro­cław­ska artystka  Ew Rossano.
Spa­cer zaczy­namy od rynku przy pomniku Alek­san­dra Fredry, by potem przejść w kie­runku Placu Sol­nego. Sam plac swoją nazwę zawdzię­cza kup­com, któ­rzy aż do XIX wieku sprze­da­wali tu sól, lecz ma też mroczną histo­rię. Na Placu sol­nym pło­nęły oneg­daj stosy, gdzie palono żydów nie­chcą­cych poddać się chrztowi. Warto się tu troszkę poroz­glą­dać – obec­nie plac sły­nie z kwia­cia­rek sprze­da­ją­cych kwiaty przez całą noc. Jeśli nagle przyj­dzie Wam ochota na kupno świe­żych kwia­tów o północy, to wie­cie gdzie iść. Plac solny ota­czają rów­nież cie­kawe kamie­nice. Na pewno rzuci się Wam w oczy budy­nek gazety Wybor­czej. Kie­dyś była to dawna apteka pod Murzy­nem, któ­rej wła­ściciel wsła­wił się doda­wa­niem do swo­ich medy­ka­men­tów sprosz­ko­wa­nych mumi, ponoć miały lep­sze dzia­ła­nie kto wie? Z pla­cem wiąże się też legenda o smoku, ale o tym w innym wpi­sie. Idziemy dalej i poprzez zaułek solny wkra­czamy w przed­sio­nek dziel­nicy. Sto­imy koło zabyt­ko­wego budynku biblio­teki uni­wer­sy­tec­kiej. Tu warto obrócić się za sie­bie i spoj­rzeć w górę na bok jednego z budyn­ków. Naszym oczom ukaże się por­tret Bru­nona Schulza. Spo­tkać je można na sta­rym mie­ście na wielu budyn­kach zwią­za­nych z danymi posta­ciami. Teraz patrząc przed siebie, widzimy w oddali Pasaż Poykohof-tu dawniej, mieściła się dawna karczma żydowska już poza granicami dzielnicy. Idziemy dalej i poprzez zaułek solny wkra­czamy w przed­sio­nek dziel­nicy. Sto­imy koło zabyt­ko­wego budynku biblio­teki uni­wer­sy­tec­kiej. Tu warto obrócić się za sie­bie i spoj­rzeć w górę na bok jednego z budyn­ków. Naszym oczom ukaże się por­tret Bru­nona Schulza. Portrety znanych osób związanych z danym budynkiem można spo­tkać w wielu miejscach na sta­rym mie­ście.


Jeste­śmy pod rzeźbą o wdzięcz­nej nazwie „Krysz­ta­łowa Pla­neta”. Tu warto zwłasz­cza let­nią porą tro­chę przy­siąść, odpo­cząć i zjeść pyszne lody natu­ralne „Kulka”. Warto dodać, że zjemy tu smaki alko­ho­lowe: Jack Daniels, Mar­tini, na bazie praw­dzi­wego alko­holu, ale tylko w weekend, jak rów­nież bez­glu­te­nowe. Można popro­sić o takowy wafe­lek bez­płat­nie. (Obec­nie lodziar­nia jest w remon­cie).
Idąc dalej ul. Św. Antoniego tuż za rzeźbą, możemy skręcić w prawo i wejść na najbardziej imprezowe podwórko w mieście to „Pasaż Niepolda". Tu możecie wieczorem przebierać w różnych klimatach muzycznych lub choćby napić się dowolnego trunku w „Pijalni wódki i piwa".


Idąc pro­sto przez podwórko, wyj­dziemy na ulicę Ruską, tu warto skrę­cić w lewo i zaraz po tej samej stro­nie znaj­dziemy wej­ście na arty­styczne podwórko przy Ruskiej 46 oraz gale­rię neo­nów „Gale­ria Neon Side”. Wyobraź­cie sobie wie­czór i pięk­nie pod­świe­tlone stare neony, które tu wła­śnie zna­la­zły swój żywot- ku uciesze wro­cła­wian i gości.




Jeśli jesteście zmęczeni i głodni to idziemy na frytki. W tym celu musimy cofnąć się na ulicę Św. Antoniego z powrotem przez pasaż Niepolda.
Frytki z okna- to fajny koncept.  Belgijskie grube frytki, przypadły mi do gustu. Duża porcja to koszt 9 zł a do tego świeżutkie autorskie sosy o rozmaitych smakach, które znajdziemy w Frytki i sos.


Idąc pro­sto, ulicą Św. Anto­niego możemy, natknąć się na relikt prze­szło­ści tej ulicy, a mia­no­wi­cie zakład pogrze­bowy. Jesz­cze 10 lat temu dziś ulica, która jest obecnie deptakiem, kie­dyś była miej­scem, gdzie mieściły się same zakłady pogrze­bowe. Czyżby gdzieś w pobliżu był cmen­tarz?
Tu warto się dokładnie rozglądać, może spotkacie krasnala w nietypowym miejscu?



Po drodze mijamy ciekawe kamienice. Widoczna na zdję­ciach pocho­dzi z 1900 roku i posiada bar­dzo cie­kawe orna­menty. Kusi, by zaj­rzeć na klatkę scho­dową.
Na ulicy Św. Anto­niego ma swoją amba­sadę król Bał­tyku, czyli popu­larny śledź. Wbrew nazwie to restau­ra­cja ser­wu­jąca przysmaki z tej smacz­nej ryby. Kawa­łek dalej na rogu możemy napić się bro­war­nia­nego"piwa".
„AleBro­war” to już kul­towe miej­sce znane miło­śni­kom dobrego trunku i muzyki. Jest to lokal naj­star­szego pol­skiego bro­waru rze­mieśl­ni­czego. Warto tam zaj­rzeć.


Na rogu przy AleBro­wa­rze skrę­camy w lewo w ulicę Pawła Włod­ko­wica. To ulica gdzie znaj­dziemy wiele śladów żydow­skich miesz­kań­ców Wro­cła­wia i bar­dzo kli­ma­tyczne knajpki. Jedna tuż za rogiem. „Osiem misek”, bo o niej mowa to sto­sun­kowo młoda knajpka. Wywo­dzi się wprost z food­trucka, który robił na furorę na wro­cław­skim rynku gastro­no­micz­nym. I tak za tym cio­sem poszły dwie jego młode wła­ści­cielki i otwo­rzyły długo wycze­ki­wany lokal sta­cjo­narny. Możemy tu zjeść tytułowe miski, a więc z saj­gon­kami 18 zł oraz składająca się z trzech róż­nych buł maśla­nych, a także bułę z pul­led pork i pad thai. Co cie­szy? Można przy­nieść piwo z AleBro­waru.


Idąc prosto, warto popatrzeć w górę na lewo na ściany starego szpitala żydowskiego a w nim na kule armatnie. Dodam, że prawdziwe kule wkomponowane ot w ścianę kamienicy. Zaraz niedaleko mamy wejście na teren Synagogi Pod Białym Bocianem. Bardzo klimatyczne miejsce i restauracja „Sarah". Jadłam tam przepyszne „gęsie pipki”, czyli wątróbki gęsie z kiszonymi ogórkami i papryką. 
Najedzeni możemy powoli kończyć już naszą wycieczkę. Przechodzimy na drugą stronę ulicy i przechodzimy przez patio hotelu Puro. O to jesteśmy nad fosą staromiejską. Ponoć w samej fosie można spotkać żółwia. Idziemy teraz prosto i przechodzimy przez jezdnię tuż przy Forum Muzyki. Wchodzimy na Plac Wolności a tu mała niespodzianka. Spójrzmy, więc w dół na plac. Może usłyszymy właśnie krasnoludkową orkiestrę?

I oto koniec naszej wycieczki zmarznięci? Czas na kawę, ale o tym w innym wpisie. Czy znacie jakieś fajne nie opisane tu miejsca w dzielnicy, podzielcie się w komentarzach. 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz