Czy chcielibyście dowiedzieć się m.in. gdzie we Wrocławiu była kiedyś ulica na, której znajdowały się same domy pogrzebowe i nic więcej? Gdzie znajduje się ulica, na której w XIX wieku wypadało mieć swój interes, knajpę, sklep itp., bardziej niż na rynku? Zwiedzić artystyczne podwórko, gdzie swoją siedzibę ma galeria starych neonów. Porobić zdjęcia krasnalom w nietypowych miejscach schowanych gdzieś oczom ludzkim oraz wstąpić do księgarni z książkami i albumami o Wrocławiu, a także do galerii z plakatami polskiej szkoły plakatu? Do tego zobaczyć dawny szpital żydowski, gdzie wmurowane w ścianę kamienicy są autentyczne kule armatnie. Zobaczyć na fasadach domu posągi, którym jakiś dowcipny odnowiciel, kiedy odbudowywano Wrocław ze zniszczeń – dorobił głowy oraz gdzie na kamienicy umieścił swoje popiersie jej architekt? To będzie pierwszy post z cyklu, który inicjuje tu na blogu. Będzie to cykl bardzo subiektywny przedstawiający Wrocław moimi oczyma. Na początek spacer po „Dzielnicy Czterech Wyznań”. Zaciekawieni? To zaczynamy.Dzielnica Czterech Wyznań znajduje się w centrum Wrocławia nieopodal rynku. Zamyka się w obrębie kilku ulic. Ten zamknięty obszar tworzą Kazimierza Wielkiego, Św. Mikołaja, Pawła Włodkowica i Św. Antoniego. Nie jest, to dzielnica w pojęciu urbanistycznym jednak pewien charakterystyczny element tego miejsca sprawił, że w 1995 roku obszar ten oficjalnie nazwano Dzielnicą Czterech Świątyń, Czterech Wyznań, czy też Dzielnicą Wzajemnego szacunku. To, co wyróżnia to miejsce spośród innych to współistnienie obok siebie czterech różnych zabytków architektury sakralnej. W odległości nie większej niż 300 metrów od siebie znajdują się: Synagoga pod Białym Bocianem, ewangelicko-augsburski kościół Opatrzności Bożej, rzymsko-katolicki kościół św. Antoniego z Padwy oraz prawosławny sobór Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy. Symboliczną bramę wejścia do dzielnicy stanowi rzeźba „Kryształowa Planeta”, której autorką jest wrocławska artystka Ew Rossano.
Spacer zaczynamy od rynku przy pomniku Aleksandra Fredry, by potem przejść w kierunku Placu Solnego. Sam plac swoją nazwę zawdzięcza kupcom, którzy aż do XIX wieku sprzedawali tu sól, lecz ma też mroczną historię. Na Placu solnym płonęły onegdaj stosy, gdzie palono żydów niechcących poddać się chrztowi. Warto się tu troszkę porozglądać – obecnie plac słynie z kwiaciarek sprzedających kwiaty przez całą noc. Jeśli nagle przyjdzie Wam ochota na kupno świeżych kwiatów o północy, to wiecie gdzie iść. Plac solny otaczają również ciekawe kamienice. Na pewno rzuci się Wam w oczy budynek gazety Wyborczej. Kiedyś była to dawna apteka pod Murzynem, której właściciel wsławił się dodawaniem do swoich medykamentów sproszkowanych mumi, ponoć miały lepsze działanie kto wie? Z placem wiąże się też legenda o smoku, ale o tym w innym wpisie. Idziemy dalej i poprzez zaułek solny wkraczamy w przedsionek dzielnicy. Stoimy koło zabytkowego budynku biblioteki uniwersyteckiej. Tu warto obrócić się za siebie i spojrzeć w górę na bok jednego z budynków. Naszym oczom ukaże się portret Brunona Schulza. Spotkać je można na starym mieście na wielu budynkach związanych z danymi postaciami. Teraz patrząc przed siebie, widzimy w oddali Pasaż Poykohof-tu dawniej, mieściła się dawna karczma żydowska już poza granicami dzielnicy. Idziemy dalej i poprzez zaułek solny wkraczamy w przedsionek dzielnicy. Stoimy koło zabytkowego budynku biblioteki uniwersyteckiej. Tu warto obrócić się za siebie i spojrzeć w górę na bok jednego z budynków. Naszym oczom ukaże się portret Brunona Schulza. Portrety znanych osób związanych z danym budynkiem można spotkać w wielu miejscach na starym mieście.
Jesteśmy pod rzeźbą o wdzięcznej nazwie „Kryształowa Planeta”. Tu warto zwłaszcza letnią porą trochę przysiąść, odpocząć i zjeść pyszne lody naturalne „Kulka”. Warto dodać, że zjemy tu smaki alkoholowe: Jack Daniels, Martini, na bazie prawdziwego alkoholu, ale tylko w weekend, jak również bezglutenowe. Można poprosić o takowy wafelek bezpłatnie. (Obecnie lodziarnia jest w remoncie).
Idąc dalej ul. Św. Antoniego tuż za rzeźbą, możemy skręcić w prawo i wejść na najbardziej imprezowe podwórko w mieście to „Pasaż Niepolda". Tu możecie wieczorem przebierać w różnych klimatach muzycznych lub choćby napić się dowolnego trunku w „Pijalni wódki i piwa".
Idąc dalej ul. Św. Antoniego tuż za rzeźbą, możemy skręcić w prawo i wejść na najbardziej imprezowe podwórko w mieście to „Pasaż Niepolda". Tu możecie wieczorem przebierać w różnych klimatach muzycznych lub choćby napić się dowolnego trunku w „Pijalni wódki i piwa".
Idąc prosto przez podwórko, wyjdziemy na ulicę Ruską, tu warto skręcić w lewo i zaraz po tej samej stronie znajdziemy wejście na artystyczne podwórko przy Ruskiej 46 oraz galerię neonów „Galeria Neon Side”. Wyobraźcie sobie wieczór i pięknie podświetlone stare neony, które tu właśnie znalazły swój żywot- ku uciesze wrocławian i gości.
Jeśli jesteście zmęczeni i głodni to idziemy na frytki. W tym celu musimy cofnąć się na ulicę Św. Antoniego z powrotem przez pasaż Niepolda.
Frytki z okna- to fajny koncept. Belgijskie grube frytki, przypadły mi do gustu. Duża porcja to koszt 9 zł a do tego świeżutkie autorskie sosy o rozmaitych smakach, które znajdziemy w „Frytki i sos”.
Frytki z okna- to fajny koncept. Belgijskie grube frytki, przypadły mi do gustu. Duża porcja to koszt 9 zł a do tego świeżutkie autorskie sosy o rozmaitych smakach, które znajdziemy w „Frytki i sos”.
Idąc prosto, ulicą Św. Antoniego możemy, natknąć się na relikt przeszłości tej ulicy, a mianowicie zakład pogrzebowy. Jeszcze 10 lat temu dziś ulica, która jest obecnie deptakiem, kiedyś była miejscem, gdzie mieściły się same zakłady pogrzebowe. Czyżby gdzieś w pobliżu był cmentarz?
Tu warto się dokładnie rozglądać, może spotkacie krasnala w nietypowym miejscu?
Tu warto się dokładnie rozglądać, może spotkacie krasnala w nietypowym miejscu?
Po drodze mijamy ciekawe kamienice. Widoczna na zdjęciach pochodzi z 1900 roku i posiada bardzo ciekawe ornamenty. Kusi, by zajrzeć na klatkę schodową.
Na ulicy Św. Antoniego ma swoją ambasadę król Bałtyku, czyli popularny śledź. Wbrew nazwie to restauracja serwująca przysmaki z tej smacznej ryby. Kawałek dalej na rogu możemy napić się browarnianego"piwa".
„AleBrowar” to już kultowe miejsce znane miłośnikom dobrego trunku i muzyki. Jest to lokal najstarszego polskiego browaru rzemieślniczego. Warto tam zajrzeć.
Na rogu przy AleBrowarze skręcamy w lewo w ulicę Pawła Włodkowica. To ulica gdzie znajdziemy wiele śladów żydowskich mieszkańców Wrocławia i bardzo klimatyczne knajpki. Jedna tuż za rogiem. „Osiem misek”, bo o niej mowa to stosunkowo młoda knajpka. Wywodzi się wprost z foodtrucka, który robił na furorę na wrocławskim rynku gastronomicznym. I tak za tym ciosem poszły dwie jego młode właścicielki i otworzyły długo wyczekiwany lokal stacjonarny. Możemy tu zjeść tytułowe miski, a więc z sajgonkami 18 zł oraz składająca się z trzech różnych buł maślanych, a także bułę z pulled pork i pad thai. Co cieszy? Można przynieść piwo z AleBrowaru.
Idąc prosto, warto popatrzeć w górę na lewo na ściany starego szpitala żydowskiego a w nim na kule armatnie. Dodam, że prawdziwe kule wkomponowane ot w ścianę kamienicy. Zaraz niedaleko mamy wejście na teren Synagogi Pod Białym Bocianem. Bardzo klimatyczne miejsce i restauracja „Sarah". Jadłam tam przepyszne „gęsie pipki”, czyli wątróbki gęsie z kiszonymi ogórkami i papryką.
Najedzeni możemy powoli kończyć już naszą wycieczkę. Przechodzimy na drugą stronę ulicy i przechodzimy przez patio hotelu Puro. O to jesteśmy nad fosą staromiejską. Ponoć w samej fosie można spotkać żółwia. Idziemy teraz prosto i przechodzimy przez jezdnię tuż przy Forum Muzyki. Wchodzimy na Plac Wolności a tu mała niespodzianka. Spójrzmy, więc w dół na plac. Może usłyszymy właśnie krasnoludkową orkiestrę?
I oto koniec naszej wycieczki zmarznięci? Czas na kawę, ale o tym w innym wpisie. Czy znacie jakieś fajne nie opisane tu miejsca w dzielnicy, podzielcie się w komentarzach.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz