środa, 8 listopada 2017

Domowa buła na parze z szarpaną wieprzowiną

       Czy  wy  też  tak  macie, że  każda wizyta  w  restauracji  dostarcza wam  kulinarnych  inspiracji? Powiem  wam,  że u  mnie  zdarza się to bardzo często. Ostatnio  wybrałam  się  do  knajpki,  którą  miałam w planach  od  dawna,  ale  jakoś  mi  było  nie  po drodze. Knajpka  nazywa się  "8  misek" (będzie  o  niej  odrębny  wpis, bo  to bardzo  fajna  miejscówka we Wrocławiu). Specjalnością tam  są kultowe  już  buły  na parze z pulled  pork.  Co  to  takiego ?  To  nic innego  jak  szarpane  mięso.  Mięsko tak  miękkie,  że aż   rozpływające się w ustach. Mniam. Zapragnęłam  zrobić  sobie  podobną przekąskę. Zasadniczo  przygotowanie  takiego  mięsa nie jest  trudne.  Natomiast  cały  proces  trwa dosyć długo.  Efekty  jednak  przerastają oczekiwania. Mięsko, najczęściej łopatkę  najpierw  długo  się marynuje by  przeszła  przyprawami a  potem  długo piecze na  wolnym  ogniu w piekarniku.   Natomiast  co  zrobić w przypadku  braku piekarnika? Właśnie  mnie  dopadła  taka  przypadłość i musiałam  kombinować  by  uzyskać  jak  najlepszy  efekt.  Co  zrobiłam?



     Wymyśliłam  sobie, że po  prostu uduszę mięsko najpierw  je lekko obsmażając  i  tak  też  zrobiłam.Kiedy  mięsko  zmiękło  zalałam  wrzątkiem  i zaczęłam  gotować na wolnym  ogniu. Gotowe  pokroiłam w cieniutkie  plasterki  i  porwałam   palcami.   Na  mięso  wybrałam  szynkę i było to bliskie ideału, ale jeszcze nie ideał. 
Swój ideał znalazłam w popularnym dyskoncie w postaci łopatki wolnogotowanej. Niezwykła gładkość, szybkość  duszenia czego chcieć więcej.  Zgodnie  z   tym  co  sobie  zaplanowałam  najpierw lekko  poddusiłam w metalowej brytfance na elektrycznej kuchence. Ja nie mam piekarnika, więc trzeba było sobie jakoś radzić.




     Główną  ideą  tego  pomysłu  była  buła   na parze  z mięskiem  i dodatkami w środku  więc  oprócz  mięsa musiałam przygotować  buły  na parze. Przepis  jest  bardzo prosty  

Składniki:
ok. 0,5 kg mąki przennej
szklanka mleka
2 jaja
3 łyżki stopionego masła
3 dag drodży
sól i cukier


Sposób przygotowania: 


       Z mleka, drożdży, niewielkiej ilości mąki i odrobiny cukru sporządzić rozczyn, który powinien mieć konsystencję gęstej śmietany. Ustawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia. Do miski wsypać mąkę, wbić jaja i wlać rozczyn. Ciasto na kluski wyrabiać ręką tak długo, aż będzie odrywać się od brzegów miski. Wówczas dodać stopione i ostudzone masło, szczyptę soli i dalej wyrabiać. Następnie miskę nakryć ściereczką i ustawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia.
Gdy ciasto podwoi swoją objętość, formować okrągłe kluski wielkości pączków i układać na stolnicy posypanej mąką. Gdy kluski zaczną rosnąć, gotujemy je na parze.  



Przepis pochodzi  ze strony "ugotuj.to" Sprawdził  się  idealnie.


Nadzienie buły:

sałatka ze  świeżych  ogórków z  sokiem  z  limonki, szczypiorek, pokruszone i uprażone orzeszki ziemne. Wszystko układamy warstwowo.


Sos:

Jogurtowy z dodatkiem  soku z limonki, cukru i  łyżeczki  majonezu. Można dodać  soli,  ale  niekoniecznie. Idea jest  taka  by  było  słodko-kwaśno. 

Przygotowanie  buły :

Przekrajamy bułę jak na hamburgera . Jedną  połowę  smarujemy sosem  nakładamy  porcję  mięsa,  rozkładamy sałatkę z ogórków, posypujemy  prażonymi  utartymi  w możdzierzu  orzeszkami  arachidowymi  (ja  utarłam  je ze świeżym  pieprzem).  Kładziemy  szczypior  i polewamy  obficie sosem  a na to znowu  ogórki i  szczypiorek.  Wychodzi  sycąca  i  pyszna  buła. 

 Smacznego!

czwartek, 16 lutego 2017

Trzy sposoby na odporność- w czym tkwi sekret dobrego zdrowia?



Postanowiłam się z wami podzielić moimi sprawdzonymi sposobami na odporność. Tak naprawdę dopiero nie dawno w ramach pewnego wyzwania rozwojowego podjęłam się zadbać o swoje zdrowie trochę bardziej. Dotąd byłam osobą dość często zapadającą na różne infekcje, najczęściej górnych dróg oddechowych. Okres jesienno- zimowy zawsze przynosił nasilenie moich chorób a, to zaatakował mnie katar, a to kaszel i tak bez końca. Bywało, że choroba nie chciała dać się pokonać i skutecznie zatrzymywała mnie w łóżku nawet przez 3 tygodnie. W zasadzie przez lata uważałam, że taki stan jest normalny i że, nie ma jedynego skutecznego środka, który pozwoliłby mi zapomnieć o chorobach. Do czasu kiedy odkryłam cudowne naturalne składniki takie jak: czystek, imbir oraz pokrzywa. 

SPOSÓB PIERWSZY- CZYSTEK I JEGO MAGICZNE MOCE

Czystek kreteński (Citsus incanus) to stosunkowo niewielki krzew o małych kolorowych kwiatach wywodzący się z krajów basenu Morza Śródziemnego i Czarnego.

Jest znany ludziom od ponad 2000 tys. lat jednak jego zastosowanie lecznicze, zaczęto wykorzystywać dopiero na przestrzeni ostatnich kilku. Wcześniej stosowany był głównie w przemyśle kosmetycznym. Nietrudno się domyślić, że Polacy ostatnimi czasy oszaleli na jego punkcie. Wystarczy przejść się po aptekach albo wśród półek ze zdrową żywnością, aby się o tym przekonać.
Wcześniej nie dostrzegałam wogóle ziół tego typu były za to herbatki z melisy, mięty, rumianku itp. Obecnie mamy możliwość wyboru wśród sproszkowanych, sypanych, ciętych, a także ziół w saszetkach, który najlepszy? Najlepiej ocenić samemu. Ja od początku odkąd zaczęłam regularnie go pić, postawiłam na zwykłą saszetkową herbatkę z Biedronki i nie żałuję. Ceny czystka w wielu miejscach potrafią się drastycznie różnić. I wcale nie należą do najtańszych. Uważam jednak, że nie ma sensu przepłacać i kupować np. taki cięty, gdyż jego działanie jest takie same jak zwykłej saszetki. Sekret tkwi w regularnym jego stosowaniu. Zresztą jak wszystkich ziół.

Co więc możemy zyskać pijąc go regularnie?

Jeśli przeszukamy internet, natkniemy się na informacje, że czystek pomaga na absolutnie wiele problemów, począwszy od wzmocnienia odporności, poprawy zapachu potu aż po profilaktykę antynowotworową. Recenzje są tak entuzjastyczne, że nic tylko kupować i stosować. Wszystko oczywiście poparte jest odpowiednimi badaniami. Tymczasem badań na jego temat jest tak naprawdę nie wiele. Natomiast nie ulega wątpliwości, że naprawdę działa. Co więc powoduje, że warto po niego sięgnąć?

Za zdrowotne właściwości czystka odpowiadają głównie tzw. polifenole, które są organicznymi związkami chemicznymi występującymi w roślinach. Mają one silne działanie przeciwutleniające, przez co zmniejszają ryzyko raka oraz chorób układu krwionośnego i oddechowego. Jego właściwości przeciwutleniające są nawet silniejsze niż witaminy E i C. Jest tzw. adaptogen, czyli roślina, która podnosi odporność, ponieważ zawiera również kwertecynę działającą przeciwzapalnie.
Właściwości odpornościowe czystka działają skutecznie w regularnym stosowaniu, natomiast nie jest to lek, który pomoże już w zaawansowanej infekcji, co sprawdziłam na sobie. W tym wypadku warto sięgnąć po coś mocniejszego. Czy w takim razie skoncentrowany silny napar mógłby pomóc? Wydaje mi się, że nie choć może na pewno działać wspomagająco. W internecie możemy znaleźć informacje, że nie należy przesadzać z dawkowaniem albo, że należy pić dwie szklanki dziennie. Niestety, co do dawkowania czystka nie ma, na razie, badań, więc się nie wypowiem. Natomiast sprawdziłam, że jedna szklanka dziennie w zupełności nas przed infekcjami chroni.

Inne właściwości czystka

Czystek odtruwa organizm, czyli wypłukuje z naszego ciała wszystkie szkodliwe toksyny, przez co czujemy się po prostu lepiej. Mamy więcej energii. Likwiduje on wolne rodniki, które powstają w procesie metabolizmu a im więcej czynników szkodliwych i stresogennych tym więcej wolnych rodników odpowiedzialnych za raka i starzenie się. Jest przeciwzapalny i przeciwbakteryjny co powoduje, że działa przeciwgrzybiczo. W 1999 roku opublikowano badania dr. Artura Harza, których wyniki pokazały, że czystek hamuje rozrost grzybów candida i bakterii. Chroni także przed podrażnieniem skóry i śluzówki. Poprawia pracę jelit i wątroby, wpływa na porost włosów i wzmocnienie paznokci. Chroni przed boleriozą oraz korzystnie wpływa na serce podobnie jak czerwone wino tylko dużo skuteczniej. W infekcjach bakteryjnych łagodzi ból gardła, co potwierdzają badania prowadzone na Uniwersytecie Saarbruckner przez prof. Kieserwertta w 1993 roku na pacjentach ze stanem zapalnym gardła.
Możemy też natknąć się na informację, że zmienia zapach potu na łagodniejszy i nie śmierdzący, ale czy to prawda? Nie wiem, ja jeszcze nie zauważyłam efektów, a piję czystek regularnie od 4,5 miesiąca. Może przy dłuższym stosowaniu kto wie. Na pewno będę miała szansę się o tym jeszcze przekonać, ponieważ nie zamierzam rezygnować z tego dobrodziejstwa.

Dla zainteresowanych bardziej tematyką odsyłam do artykułu Klaudyny Hebdy, która doskonale prześwietliła ten temat. Klaudyna Hebda


SPOSÓB DRUGI- IMBIR - NIESAMOWITY KORZEŃ, KTÓRY DZIAŁA CUDA. 

Jeśli tak jak ja odchodzicie od chemicznych lekarstw na rzecz bardziej naturalnych metod, to szczerze polecam imbir.
Odkąd sięgam pamięcią, imbir pojawiał się w mojej rodzinnej kuchni od czasu do czasu, a raczej bardzo rzadko w postaci sproszkowanej. Nie wiem, do czego używała go mama, ale pamiętam, że nie lubiłam tego intensywnego gorzkiego smaku, który dawał. Dziś sytuacja zupełnie się odwróciła. Choć nadal nie lubię jego gorzkiego smaku, to jem go na co dzień i uwierzcie mi, można się przyzwyczaić. Jem go świeżego po kawałku trzy razy dziennie i popijam herbatą. Jakoś nie mam zaufania co do tego, że rozpuszczony w herbacie działa tak samo a żadnych badań na ten temat nie znam.

Imbir znany jest od wieków, czyli o wiele dłużej niż czystek. Uprawiany na Bliskim Wschodzie od ponad 3000 tys. lat, stosowany również w Południowej Europie został przywieziony do Afryki przez portugalczyków a dzięki Hiszpanom trafił do Indii. Jest to powszechnie wykorzystywana przyprawa w Azji a jego podstawowe właściwości zdrowotne, zwłaszcza rozgrzewające zna każdy nawet w Polsce. Już stare babcine receptury kładą nacisk na okłady z imbiru jako środka leczącego bóle mięśniowe czy miesiączkowe.

Ja z powodzeniem stosowałam go również jako doraźny środek oczyszczający nos podczas kataru, albo łagodzący bóle gardła już podczas zaawansowanej infekcji. Póki nie piłam czystka i nie jadłam imbiru codziennie, stosowałam go tylko doraźnie, natomiast teraz nie choruje i uważam, że to zasługa również jego.
U mnie imbir doskonale sprawdza się na bóle mięśniowe, chyba nie ma nic bardziej skutecznego. Pod tym względem jest fantastyczny. Okłady nie tylko rozgrzewają, ale i mocno łagodzą.

Właściowści odchudzające imbiru

Imbir dzięki temu, że pobudza krążenie przyspiesza też spalanie tłuszczu. Według badań przeprowadzonych przez japońskiego naukowca L. K Hana. Imbir uruchamia proces termo genezy, czyli wytwarzania ciepła przez organizm co z kolei prowadzi do szybszego metabolizmu. Dodanie jednej łyżeczki sproszkowanego imbiru do szklanki ciepłej wody powoduje, że czujemy się dłużej nasyceni a przez to mniej jemy.
Trzeba pamiętać przy tym, że samo picie szklanki wody z imbirem dziennie nie spowoduje, że nagle zaczniemy tracić w szybkim tempie kilogramy, ale na 100% w połączeniu z odpowiednią dietą i porcją ćwiczeń możemy osiągnąć wspaniałe rezultaty.

O wielu właściwościach imbiru odsyłam was do artykułów naukowych na ten temat. Badań akurat tej przyprawy jest mnóstwo.
Szereg ciekawych artykułów znajdziecie m.in. tu 
Pubmed

SPOSÓB TRZECI- POKRZYWA NIE TAKI DIABEŁ STRASZNY JAK GO MALUJĄ

Szukając informacji o pozbyciu się anemii na, którą cierpię w wyniku upośledzonego przyswajania składników odżywczych, po odbytej operacji żołądka, natknęłam się na post Ani z bloga aniamaluje o „Naturalnej metodzie pozbycia się anemii” i to był strzał w 10. Do niedawna byłam osobą, raczej mało systematyczną i ciężko było mi się zmusić do przyjmowania czegoś regularnie aż do czasu, kiedy to postawiłam na naturalne metody zdrowia a chcąc oddać krew ciagle walczyłam z niskim poziomem hemoglobiny. Postanowiłam spróbować i postawiłam sobie wyzwanie „Codziennie pije sok z pokrzywy". Zanim przystąpiłam do działania chciałam poznać jak najwięcj informacji na temat właściwości zdrowotnych i przekonać się, z czym to się je.

Pokrzywa zawiera wiele witamin, składników odżywczych i minerałów. Pomaga na zmęczenie, łagodzi skutki stresu i oczywiście wzmacnia odporność. Medycyna ludowa zaleca picie soku ze świeżo zerwanych młodych pokrzyw na wzmocnienie organizmu. Natomiast zimą może być to napar — ziele zalane wrzątkiem i zostawione na 15 minut pod przykryciem.
Ja poszłam za radą Ani i postawiłam na jak najbardziej naturalny sok dostępny w aptece. Piję go przez 21 dni codziennie po 2 łyżki a potem robię tydzień przerwy.

Po pierwszej porcji kuracji, czyli po 21 dniach zrobiłam badania podsumowujące i wyszła leciutko a właściwie prawie niewidoczna poprawa wyników poziomu żelaza. Jednak była to poprawa. Natomiast obecnie jestem już po trzeciej takiej kuracji. I tu widać zauważalną już różnicę. Poziomy żelaza podniosły się średnio o 0,8 mg w stosunku do początku. Może nie jest to jeszcze poziom w kórym można stwierdzić, że anemii już nie ma, ale skoro działa. To oznacza, że trzeba kontynuować. I będę to robić.

Co poza tym?

Czytałam, że skutkiem ubocznym jest wysyp pryszczy ponieważ oraganizm oczyszcza się z toksyn. To prawda. Pierwsze pryszcze wyskoczyły mi już po 3 dniach kuracji. Walczyłam z nimi bardzo długo, ale się udało.

Pokrzywa działa na porost włosów i paznokci

Zapewne jest to prawda, dowodzą tego liczne badania naukowe. Jednak ja tego nie zauważyłam. Nie wiem może przy naprawdę długim stosowaniu da się zauważyć jakieś efekty. To jeszcze przede mną. Jako posiadaczka słabej jakości płytki paznokciowej i włosów ciągle szukam skutecznych sposób na poprawę tego stanu.

Czekam teraz do wiosny, by móc samej zebrać młode liście i zrobić z nich sok oraz uwaga zielony tort i zupę na, którą mam wielką ochotę.

Przepisami podzielę się w odpowiednim czasie.

A jakie wy macie sposoby na skuteczna odporność? Podzielcie się w komentarzach. Chętnie wypróbuje.

środa, 15 lutego 2017

Z cyklu Wrocław subiektywnie



Czy chcie­li­by­ście dowiedzieć się m.in. gdzie we Wro­cła­wiu była kie­dyś ulica na, któ­rej znajdowały się same domy pogrze­bowe i nic wię­cej? Gdzie znajduje się ulica, na któ­rej w XIX wieku wypa­dało mieć swój inte­res, knajpę, sklep itp., bar­dziej niż na rynku? Zwie­dzić arty­styczne podwórko, gdzie swoją sie­dzibę ma galeria sta­rych neo­nów. Poro­bić zdję­cia kra­sna­lom w nie­ty­po­wych miej­scach scho­wa­nych gdzieś oczom ludz­kim oraz wstą­pić do księ­garni z książ­kami i albu­mami o Wrocławiu, a także do galerii z pla­ka­tami pol­skiej szkoły pla­katu? Do tego zoba­czyć dawny szpi­tal żydow­ski, gdzie wmu­ro­wane w ścianę kamie­nicy są auten­tyczne kule armat­nie. Zoba­czyć na fasa­dach domu posągi, któ­rym jakiś dow­cipny odno­wi­ciel, kiedy odbu­do­wy­wano Wro­cław ze znisz­czeń – doro­bił głowy oraz gdzie na kamie­nicy umie­ścił swoje popier­sie jej archi­tekt? To będzie pierw­szy post z cyklu, który inicjuje tu na blogu. Będzie to cykl bar­dzo subiek­tywny przed­sta­wia­jący Wro­cław moimi oczyma. Na począ­tek spa­cer po „Dziel­nicy Czterech Wyznań”. Zaciekawieni? To zaczynamy.Dziel­nica Czterech Wyznań znajduje się w cen­trum Wro­cła­wia nie­opo­dal rynku. Zamyka się w obrębie kilku ulic. Ten zamknięty obszar two­rzą Kazi­mie­rza Wielkiego, Św. Miko­łaja, Pawła Włod­ko­wica i Św. Anto­niego. Nie jest, to dziel­nica w poję­ciu urba­ni­stycz­nym jed­nak pewien cha­rak­te­ry­styczny ele­ment tego miej­sca spra­wił, że w 1995 roku obszar ten ofi­cjal­nie nazwano Dziel­nicą Czte­rech Świą­tyń, Czte­rech Wyznań, czy też Dziel­nicą Wza­jem­nego sza­cunku. To, co wyróż­nia to miejsce spo­śród innych to współistnienie obok sie­bie czte­rech róż­nych zabyt­ków archi­tek­tury sakral­nej. W odle­gło­ści nie większej niż 300 metrów od sie­bie znajdują się: Syna­goga pod Bia­łym Bocia­nem, ewangelicko-augsburski kościół Opatrz­no­ści Bożej, rzymsko-katolicki kościół św. Anto­niego z Padwy oraz pra­wo­sławny sobór Naro­dze­nia Prze­naj­święt­szej Bogu­ro­dzicy. Sym­bo­liczną bramę wej­ścia do dziel­nicy sta­nowi rzeźba „Krysz­ta­łowa Pla­neta”, któ­rej autorką jest wro­cław­ska artystka  Ew Rossano.
Spa­cer zaczy­namy od rynku przy pomniku Alek­san­dra Fredry, by potem przejść w kie­runku Placu Sol­nego. Sam plac swoją nazwę zawdzię­cza kup­com, któ­rzy aż do XIX wieku sprze­da­wali tu sól, lecz ma też mroczną histo­rię. Na Placu sol­nym pło­nęły oneg­daj stosy, gdzie palono żydów nie­chcą­cych poddać się chrztowi. Warto się tu troszkę poroz­glą­dać – obec­nie plac sły­nie z kwia­cia­rek sprze­da­ją­cych kwiaty przez całą noc. Jeśli nagle przyj­dzie Wam ochota na kupno świe­żych kwia­tów o północy, to wie­cie gdzie iść. Plac solny ota­czają rów­nież cie­kawe kamie­nice. Na pewno rzuci się Wam w oczy budy­nek gazety Wybor­czej. Kie­dyś była to dawna apteka pod Murzy­nem, któ­rej wła­ściciel wsła­wił się doda­wa­niem do swo­ich medy­ka­men­tów sprosz­ko­wa­nych mumi, ponoć miały lep­sze dzia­ła­nie kto wie? Z pla­cem wiąże się też legenda o smoku, ale o tym w innym wpi­sie. Idziemy dalej i poprzez zaułek solny wkra­czamy w przed­sio­nek dziel­nicy. Sto­imy koło zabyt­ko­wego budynku biblio­teki uni­wer­sy­tec­kiej. Tu warto obrócić się za sie­bie i spoj­rzeć w górę na bok jednego z budyn­ków. Naszym oczom ukaże się por­tret Bru­nona Schulza. Spo­tkać je można na sta­rym mie­ście na wielu budyn­kach zwią­za­nych z danymi posta­ciami. Teraz patrząc przed siebie, widzimy w oddali Pasaż Poykohof-tu dawniej, mieściła się dawna karczma żydowska już poza granicami dzielnicy. Idziemy dalej i poprzez zaułek solny wkra­czamy w przed­sio­nek dziel­nicy. Sto­imy koło zabyt­ko­wego budynku biblio­teki uni­wer­sy­tec­kiej. Tu warto obrócić się za sie­bie i spoj­rzeć w górę na bok jednego z budyn­ków. Naszym oczom ukaże się por­tret Bru­nona Schulza. Portrety znanych osób związanych z danym budynkiem można spo­tkać w wielu miejscach na sta­rym mie­ście.


Jeste­śmy pod rzeźbą o wdzięcz­nej nazwie „Krysz­ta­łowa Pla­neta”. Tu warto zwłasz­cza let­nią porą tro­chę przy­siąść, odpo­cząć i zjeść pyszne lody natu­ralne „Kulka”. Warto dodać, że zjemy tu smaki alko­ho­lowe: Jack Daniels, Mar­tini, na bazie praw­dzi­wego alko­holu, ale tylko w weekend, jak rów­nież bez­glu­te­nowe. Można popro­sić o takowy wafe­lek bez­płat­nie. (Obec­nie lodziar­nia jest w remon­cie).
Idąc dalej ul. Św. Antoniego tuż za rzeźbą, możemy skręcić w prawo i wejść na najbardziej imprezowe podwórko w mieście to „Pasaż Niepolda". Tu możecie wieczorem przebierać w różnych klimatach muzycznych lub choćby napić się dowolnego trunku w „Pijalni wódki i piwa".


Idąc pro­sto przez podwórko, wyj­dziemy na ulicę Ruską, tu warto skrę­cić w lewo i zaraz po tej samej stro­nie znaj­dziemy wej­ście na arty­styczne podwórko przy Ruskiej 46 oraz gale­rię neo­nów „Gale­ria Neon Side”. Wyobraź­cie sobie wie­czór i pięk­nie pod­świe­tlone stare neony, które tu wła­śnie zna­la­zły swój żywot- ku uciesze wro­cła­wian i gości.




Jeśli jesteście zmęczeni i głodni to idziemy na frytki. W tym celu musimy cofnąć się na ulicę Św. Antoniego z powrotem przez pasaż Niepolda.
Frytki z okna- to fajny koncept.  Belgijskie grube frytki, przypadły mi do gustu. Duża porcja to koszt 9 zł a do tego świeżutkie autorskie sosy o rozmaitych smakach, które znajdziemy w Frytki i sos.


Idąc pro­sto, ulicą Św. Anto­niego możemy, natknąć się na relikt prze­szło­ści tej ulicy, a mia­no­wi­cie zakład pogrze­bowy. Jesz­cze 10 lat temu dziś ulica, która jest obecnie deptakiem, kie­dyś była miej­scem, gdzie mieściły się same zakłady pogrze­bowe. Czyżby gdzieś w pobliżu był cmen­tarz?
Tu warto się dokładnie rozglądać, może spotkacie krasnala w nietypowym miejscu?



Po drodze mijamy ciekawe kamienice. Widoczna na zdję­ciach pocho­dzi z 1900 roku i posiada bar­dzo cie­kawe orna­menty. Kusi, by zaj­rzeć na klatkę scho­dową.
Na ulicy Św. Anto­niego ma swoją amba­sadę król Bał­tyku, czyli popu­larny śledź. Wbrew nazwie to restau­ra­cja ser­wu­jąca przysmaki z tej smacz­nej ryby. Kawa­łek dalej na rogu możemy napić się bro­war­nia­nego"piwa".
„AleBro­war” to już kul­towe miej­sce znane miło­śni­kom dobrego trunku i muzyki. Jest to lokal naj­star­szego pol­skiego bro­waru rze­mieśl­ni­czego. Warto tam zaj­rzeć.


Na rogu przy AleBro­wa­rze skrę­camy w lewo w ulicę Pawła Włod­ko­wica. To ulica gdzie znaj­dziemy wiele śladów żydow­skich miesz­kań­ców Wro­cła­wia i bar­dzo kli­ma­tyczne knajpki. Jedna tuż za rogiem. „Osiem misek”, bo o niej mowa to sto­sun­kowo młoda knajpka. Wywo­dzi się wprost z food­trucka, który robił na furorę na wro­cław­skim rynku gastro­no­micz­nym. I tak za tym cio­sem poszły dwie jego młode wła­ści­cielki i otwo­rzyły długo wycze­ki­wany lokal sta­cjo­narny. Możemy tu zjeść tytułowe miski, a więc z saj­gon­kami 18 zł oraz składająca się z trzech róż­nych buł maśla­nych, a także bułę z pul­led pork i pad thai. Co cie­szy? Można przy­nieść piwo z AleBro­waru.


Idąc prosto, warto popatrzeć w górę na lewo na ściany starego szpitala żydowskiego a w nim na kule armatnie. Dodam, że prawdziwe kule wkomponowane ot w ścianę kamienicy. Zaraz niedaleko mamy wejście na teren Synagogi Pod Białym Bocianem. Bardzo klimatyczne miejsce i restauracja „Sarah". Jadłam tam przepyszne „gęsie pipki”, czyli wątróbki gęsie z kiszonymi ogórkami i papryką. 
Najedzeni możemy powoli kończyć już naszą wycieczkę. Przechodzimy na drugą stronę ulicy i przechodzimy przez patio hotelu Puro. O to jesteśmy nad fosą staromiejską. Ponoć w samej fosie można spotkać żółwia. Idziemy teraz prosto i przechodzimy przez jezdnię tuż przy Forum Muzyki. Wchodzimy na Plac Wolności a tu mała niespodzianka. Spójrzmy, więc w dół na plac. Może usłyszymy właśnie krasnoludkową orkiestrę?

I oto koniec naszej wycieczki zmarznięci? Czas na kawę, ale o tym w innym wpisie. Czy znacie jakieś fajne nie opisane tu miejsca w dzielnicy, podzielcie się w komentarzach.